
Cześć Kochani! W ostatnim wpisie mogliście zobaczyć fotorelacje z jednego z moich ulubionych festiwali (kto przeoczył to zapraszam TUTAJ). Zainspirowało mnie to do poprawienia wpisów z tej kategorii. Ujednoliciłam teksty oraz tytuły, powiększyłam zdjęcia, ale zmniejszając przy tym ich wagę i oczywiście dodałam odpowiednie etykiety. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, który możecie zaobserwować TUTAJ albo klikając w menu rozwijane (moimi oczami-fotorelacje).
Dlaczego o tym wspominam? Porządkując te wpisy, okazało się, że nie wspomniałam Wam o wielu niesamowitych wydarzeniach. Postanowiłam rozpisać je sobie na kartce i sukcesywnie dodawać nim przejdę do bardziej bieżących postów. Mam nadzieję, że Wam to odpowiada. Tymczasem zapraszam do czytania!
Na początek - krótka informacja o wydarzeniu. Goldhill Festival to festiwal muzyki elektronicznej odbywający się w północnej części Polski, a dokładnie na Złotej Górze (wieś Brodnica Górna). Impreza jest plenerowa, w formie amfiteatru. Festiwal odbywa się za zwyczaj w samym środku wakacji, choć obecnie jego działalność została wstrzymana. Ceny biletów różniły się zależnie od edycji, ale przeważnie nie przekraczały kwoty 100 zł.
Pamiętam jak dziś, że o tym festiwalu dowiedzieliśmy się przypadkowo, bo dosłownie niecały tydzień przed, podczas finału Jarmarku Kaszubskiego w Kartuzach, gdzie występował zespół Big Cyc. Nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam. W końcu byłam pełnoletnia, od kilku lat interesowałam się muzyką elektroniczną, a cena tego festiwalu okazała się wręcz śmieszna (coś ok. 40 zł). Namówiłam, więc mojego chłopaka (obecnego męża) i kupiliśmy bilety.

Tej nocy line-up prezentował się następująco: SKYTONE, Matt Nash, SAGAN, DJ Inox, Thomas Cloud, DBL i BOYmusic. Choć te nazwy nie za wiele mi mówiły to i tak byłam wyjątkowo podekscytowana. W końcu to mój pierwszy festiwal! Pogoda bardzo dopisywała. Zarówno w dzień jak i w nocy było przyjemnie ciepło. Do tego sceneria w jakiej znajdowała się scena była wyjątkowo piękna. Zresztą możecie sami zobaczyć na zdjęciach. Co do samych występów to bardzo mi się podobały. Nawet nie wiem kiedy minęło te kilka godzin, a zostaliśmy do samego końca! Jak na pierwszy festiwal to myślę, że był on bardzo udany i wspominam go z ogromnym sentymentem.
Jeśli chodzi o stylizacje to składała się ona z: topu z czaszką z second-handu, metka nie pamiętam, koszula kupiona w londyńskim sklepie odzieżowym, spodenki H&M, botki pożyczone od mamy. Do tego duże kolczyki koła, które mogliście zobaczyć również w ostatnim wpisie w przypadku stylizacji nr 2. Niestety, nie pamiętam skąd są, ale już wiele lat zdobią moje festiwalowe outfity.
*Źródło zdjęć: zdjęcia własne, zKaszub.info*
Lubicie chodzić na festiwale muzyczne?
Znaliście to wydarzenie?
Koniecznie dajcie znać w komentarzu!
Ściskam mocno,
Wasza Adrasteja


Super się czyta o takich początkach i Twoim pierwszym festiwalu. To niesamowite, że pamiętasz tyle szczegółów, a opis scenerii na Złotej Górze brzmi naprawdę magicznie. Bardzo fajnie, że wróciłaś do tamtych momentów i podzieliłaś się zdjęciami, bo po odświeżeniu cały cykl wygląda bardzo spójnie i estetycznie. Stylizacja z topem z second-handu i botkami od mamy to świetny akcent, który idealnie oddaje klimat tamtych lat.
OdpowiedzUsuńMam ogromny sentyment do tego festiwalu, z uwagi, że był on moim pierwszym. Myślę, że to właśnie dlatego pamiętam tyle szczegółów :)
Usuń