Cześć Kochani! Na samym początku chciałabym Wam serdecznie podziękować za wejście na mojego bloga i pochwalić się, że przekroczyliśmy próg pół miliona wyświetleń! Mimo, że tworzę w sieci od jedenastu lat, to wciąż są to dla mnie niewyobrażalne liczby i nie sądziłam, że uda mi się spełnić ten cel. Jest mi niezmiernie miło i tym bardziej cieszę się, że zmotywowałam się do działania, aby systematycznie publikować wpisy. Jeszcze raz dziękuję za Waszą obecność i zapraszam do kolejnego wpisu z mojej podróży po Rumunii!
Informacje ogólne
Kiedy pomyślę sobie o Rumunii to pierwsze, co przychodzi mi do głowy to Drakula. Jak wiecie bądź nie, pochodzi on właśnie stąd! A dokładnie z Transylwanii. Co to jest? Opowiem za chwilę! Ale wracając. Nie wyobrażałam sobie odwiedzenia tego kraju bez wizyty w tych okolicach. Niestety, z Bukaresztu odległość wynosi prawie 200 km! A dla osób, które nie mają prawa jazdy jest to nie lada wyzwanie. Stwierdziłam, że najkorzystniejsze dla nas będzie wykupienie wycieczki zorganizowanej i taką też znalazłam na stronie GetYourGuide. Do wyboru miałyśmy kilka biur podróży, ale ostatecznie zdecydowałyśmy się na One Excellence Tours. Zachęciły nas pozytywne opinie, a także cena! Za całodniową (12-godzinną) wycieczkę zapłaciłyśmy 81,45 zł od osoby. W cenie był transport klimatyzowanym autokarem, anglojęzyczny przewodnik, audioprzewodnik w 14 językach (w tym polski) i czas wolny w Pałacu Peleș, Zamku Drakuli i Braszowie.
Plan wycieczki
Nasza wycieczka rozpocząć się miała w poniedziałek o 7:00, ale dzień wcześniej zostałyśmy poinformowane, że zacznie się ona o godzinę później, lecz atrakcje nie ulegną zmianie. Możliwe, że było to spowodowane finałem mistrzostw świata w piłce nożnej, które odbywały się poprzedniego wieczora (w niedzielę). Na miejscu zbiórki, czyli przy Grand Hotelu Bucharest pojawić się trzeba pół godziny przed planowanym odjazdem. Naszym pierwszym przystankiem była miejscowość Sinaia, w której znajduje się Zamek Peleș. Niestety, w poniedziałki i wtorki jest on zamknięty (informacja widnieje w opisie wycieczki). Mimo to dostaliśmy sporo czasu wolnego, bo od 10:00 do 11:30. Następny punkt to miejscowość Bran, lecz nim do niej dojechaliśmy to minęliśmy wspaniałą atrakcję - Zamek Cantacuzino, który zamienił się w Akademię Nevermore, w serialu Wednesday (recenzja TUTAJ). Do Bran przyjechaliśmy o 13:00 i początkowo mieliśmy odjeżdżać stąd o 14:15. Jednak ogromne kolejki do Zamku Drakuli sprawiły, że zbiórka została przesunięta na 14:45. Potem czekał nas czas wolny w miejscowości Braszów, do którego przyjechaliśmy o 15:25, a odjechać mieliśmy o 17:05. Na koniec powrót do Bukaresztu. A ze względu na zalane przez deszcz drogi musieliśmy jechać okrężną trasą i zamiast po dwóch godzinach, dotarliśmy po czterech, a dokładnie o 21:10 (z przerwą o 19:50-20:00 na stacji benzynowej). Łącznie przejechaliśmy ok. 500 km.
Transylwania
Transylwania, zwana także Siedmiogrodem to historyczna kraina położona w środkowej części Rumunii, otoczona pasmami Karpat. Do najważniejszych miast regionu należą: Braszów, Sybin, Kluż-Napoka, Sighișoara, Alba Iulia oraz Târgu Mureș. Transylwania zachwyca średniowiecznymi starówkami, imponującymi zamkami i kościołami oraz malowniczymi górskimi krajobrazami. Rozgłos zyskała, dzięki legendzie o Drakuli.
Sinaia
Sinaia to miasto położone w centralnej części Rumunii, w dolinie rzeki Prahova. Miejscowość ta znajduje się około 120 km od Bukaresztu i nazywane jest Perłą Karpat, ze względu na piękne położenie, górski klimat i wyjątkowe zabytki. Jednym z nich jest Pałac Peleș, który miałyśmy okazje zobaczyć z zewnątrz. Muszę przyznać, że wyglądał niesamowicie imponująco! Budowla jest połączeniem różnych stylów architektonicznych i chyba przez to jest tak wyjątkowa. Całość dopełniały zadbane ogrody oraz znajdujące się przed pałacem rzeźby. Naprawdę przepiękne miejsce. Niedaleko naszego miejsca zbiórki postawione były stoiska z pamiątkami. W jednym z nich obsługiwała nas przesympatyczna pani z rozkosznym pieskiem, przez którego zostałam wycałowana z każdej strony.
Bran
Bran to niewielka miejscowość położona w środkowej Rumunii, w Transylwanii. Największą popularność zyskała dzięki znajdującemu się tutaj Zamku Bran, nazywanym także Zamkiem Drakuli. I tutaj właśnie zaczyna się cały absurd. A mianowicie ten zamek nie ma nic wspólnego z Władem Palownikiem ani Drakulą. Co prawda wyobrażenie tej fortecy pasowało do opisu z książki, ale autor nigdy nie potwierdził tego faktu, a sam zamek najprawdopodobniej nawet nie był mu znany. Co więcej nie ma tutaj żadnych śladów potwierdzających zamieszkanie przez Włada... Jednak legenda o tym zamku tak mocno przyjęła się w turystyce, że co roku przyciąga ona wielu turystów. Zresztą. Przyciągnęła i nas! Mimo to, muszę przyznać, że zamek z daleka, jak i bliska naprawdę robił wrażenie. Ale na tym koniec plusów. Cena biletów absurdalna. Za zwykły bilet trzeba zapłacić 120 RON ~ 100 PLN. Istniała również opcja wykupienia droższego biletu z pierwszeństwem wejścia, co dla mnie jest zwykłym naciąganiem turystów i nie powinno być w ogóle czegoś takiego... Za tą przyjemność mogliście zapłacić 190 RON ~ 159 PLN. Oczywiście, zdecydowałyśmy się na ten tańszy i czekałyśmy w kolejce 75 minut. Nie miałabym z tym problemu, gdyby nie fakt, że na zwiedzanie miałyśmy 10 minut, bo za 20 minut odjeżdżał nasz autokar. Poza tym w środku było naprawdę mało miejsca, a ludzi tłum i dalej stało się w kolejce... Tyle pieniędzy wydane, żeby w biegu, przeciskając się przez innych zobaczyć niewielkie pomieszczenia... Totalne rozczarowanie. Dodatkowo, wewnątrz znajdowała się sala tortur, gdzie można było zobaczyć dawne urządzenia do zadawania bólu, za którą uwaga - trzeba było zapłacić!!! Przecież 100 zł za bilet to było za mało... Nie dajcie się wkręcić i nie kupujcie biletów do tego zamku. Szkoda Waszego czasu i pieniędzy.
Braszów
Braszów to miasto w środkowej Rumunii, w Transylwanii, które jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych miejscowości. Znajdziecie tutaj przepiękny Plac Ratuszowy (Piața Sfatului), Czarny Kościół (Biserica Neagră), a także najwęższą ulicę w Europie - Stradę Sforii. Dodatkowo można wjechać kolejką na wzgórze Tâmpa. Nam niestety nie starczyło na to czasu, bo zbyt długo zachwycałyśmy się kamienicami. Ale cóż mogę poradzić. Niezwykle urokliwe miasto. Polecam zjeść w restauracji Dolissima. Przede wszystkim warto spróbować tradycyjnego deseru - papanași, czyli pączka z sera twarogowego, podawanego z kwaśną śmietaną i dżemem.


























Gratulacje z okazji przekroczenia pół miliona wyświetleń, to świetny dowód na to, że systematyczność i pasja przynoszą piękne owoce. Sama relacja z wycieczki jest niesamowicie rzeczowa i praktyczna. Bardzo cenne jest to rzetelne odczarowanie mitu zamku w Bran, rzadko kiedy twórcy tak szczerze piszą o komercyjnych rozczarowaniach i pułapkach turystycznych. Całość czyta się z ogromną ciekawością, a zdjęcia wspaniale oddają klimat Transylwanii.
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Zamek okazał się największym rozczarowaniem z całej tej wycieczki… Jednak reszta miejscowości bardzo mi się podobała i je mogę z czystym sumieniem polecić :)
UsuńDzięki za relację i cudne zdjęcia. :)
OdpowiedzUsuńGratuluję odsłon!!! :)
Dziękuję ślicznie :)
UsuńNie byłam w Rumunii, ale Twoje relacje są zachęcające.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie za mało się o niej mówi :) Jest to naprawdę ciekawy i piękny kraj :)
Usuń