piątek, 10 lipca 2026

Wyjątkowy hotel w niskiej cenie | St. Olav Hotel Tallinn, Estonia

Wyjątkowy hotel w niskiej cenie | St. Olav Hotel Tallinn, Estonia

Cześć Kochani! Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę spać ot tak w hotelu 4-gwiazdkowym - nie uwierzyłabym! Po raz pierwszy zdarzyło się to podczas naszej podróży poślubnej na wyspie Rodos (wszystkie wpisy TUTAJ), a tym razem stało się tak za sprawą naszej 10-rocznicy związku. Choć nasz pobyt nie był zbyt długi to i tak mam przepiękne wspomnienia i chętnie Wam o nich opowiem. Zapraszam do czytania!
Hotel, który będę Wam dzisiaj opisywać, znajduje się w Tallinnie, stolicy Estonii. Szczerze mówiąc nie myślałam wcześniej o tym kierunku, ale nic bardziej nie zaskakuje, jak takie spontaniczne decyzje. To właśnie, dzięki nim mogę doświadczać takich niespodziewanych rzeczy. I zapewne nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wnętrze okazało się niezwykle wyjątkowe, ale o tym za chwilę!
St. Olav Hotel, bo tak się dokładnie nazywa, zarezerwowaliśmy przez platformę Booking i mieścił się on w samym centrum Tallinna, na czym nam bardzo zależało, ze względu na bliskość większości atrakcji. To co nas głównie przyciągnęło w tej ofercie to przede wszystkim lokalizacja, cena, wygląd pokojów, jakość obiektu, a także śniadanie zawarte w kwocie. Natomiast na miejscu okazało się, że jest jeszcze piękniej niż na zdjęciach! Wewnątrz kamienicy zachowana została cegła, a całość zdobiły obrazy w złotych ramach, drewno i wykładziny. Totalnie nie mogłam przestać się zachwycać! Miało to tak wyjątkowy klimat, że przypomniałam sobie, że to właśnie, dzięki takim momentom doceniam życie.
Kolejnym plusem była także długa doba hotelowa. Za zwyczaj jest ona do maksymalnie 20 godzin, a w tym przypadku było to aż 22 godziny! A dokładnie trwała od 14:00 do 12:00. Hotel posiadał również darmowe WiFi, a także możliwość przechowania bagażu.
Jeśli chodzi o śniadanie to podane było ono w formie niewielkiego bufetu. Jednak pojawiły się w nim zarówno przekąski na słono, jak i na słodko. Nie ukrywam, że niektóre pozycje okazały się dla mnie zaskoczeniem, jak na przykład ziemniaki czy też ryż. Bardziej spodziewałabym się tego przy okazji obiadu, choć oczywiście nie narzekałam i wyszłam z pełnym brzuchem.
Ale żeby nie było samych zachwytów, to muszę wspomnieć o dwóch małych minusach. Pierwszy to nieoznaczony stopień od razu po wejściu do pokoju, którego totalnie się nie spodziewałam i mało, co nie wywinęłam orła. A drugi to brzydki zapach kanalizy po spuszczeniu wody w toalecie. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo miałam świadomość tego, że budynek jest stary, ale mój mąż trochę na to ponarzekał.
Teraz przejdźmy do najważniejszego punktu, czyli ceny. Do teraz nie mogę uwierzyć, że była to tak mała kwota. A mianowicie za jeden nocleg w pokoju dwuosobowym wraz ze śniadaniem zapłaciliśmy 45,41 EUR, czyli 197,02 PLN. Przypominam tylko, że to obiekt za granicą, 4-gwiazdkowy i w samym centrum stolicy. Dlatego tym bardziej cena jest dla mnie wręcz trudna do uwierzenia. Trafiła nam się naprawdę wspaniała okazja. Na pewno zapamiętam ten hotel na długo.
*Źródło zdjęć: zdjęcia własne*

Będzie mi bardzo miło, jeśli obejrzycie również mojego pierwszego travel vloga.

Byliście kiedyś w Estonii?
Gdzie jedziecie na wakacje?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Zapraszam również na inne profile.
Prywatnie: Instagram | TikTok
ARTsteja (sztuka): Instagram | Facebook | TikTok | YouTube

Ściskam mocno,
Wasza Adrasteja

piątek, 3 lipca 2026

Mini wakacje nad jeziorem Węgorzyno w Żakowie

Mini wakacje nad jeziorem Węgorzyno w Żakowie

Cześć Kochani! Nareszcie udało mi się nadrobić tegoroczną ilość wpisów, więc od teraz będziemy widywać się na blogu w piątki o 17:00. Z tego miejsca dziękuję Wam również za obecność pod ostatnimi postami. Naprawdę to doceniam i obiecuję, że wkrótce się zrewanżuję!

Dzisiaj natomiast chciałabym Wam pokazać przepiękne miejsce, w którym miałam przyjemność być przez ostatnie kilka dni wraz z moją rodziną. Łącznie było nas ośmioro i trzy pieski - także wesoło! Choć my z mężem zostaliśmy najkrócej, bo od soboty do wtorku, to i tak uważam wyjazd za udany. Więcej szczegółów w dalszej części tego wpisu, zapraszam!
Jak widzicie po tytule tego wpisu, nasze mini wakacje (mini, bo trwające cztery dni) spędziliśmy w domku nad jeziorem Węgorzyno w Żakowie (gmina Sulęczyno). Była to taka miła odskocznia od pracy i codzienności, bo do naszego urlopu zostało jeszcze dwa  miesiące. Jednak ten przyjemny, letni czas tak szybko mija za każdym razem, że zanim się obejrzymy to będzie wrzesień i nasz wyjazd. Nie mogę się doczekać! Ale wracając. Zdecydowaliśmy się na to miejsce, ponieważ wcześniej był tutaj już mój brat wraz ze swoją dziewczyną i bardzo nam je polecał.
Zazwyczaj, gdy publikuję wpisy o tematyce podróżniczej, to po krótce opisuje miejscowość oraz atrakcje. W tym przypadku stwierdziłam, że jest to zbędne, ze względu na to, że nie zwiedzaliśmy okolicy, tylko korzystaliśmy z terenu należącego do właścicieli. Nocleg, o którym mowa to Pokoje nad jeziorem Węgorzyno. Podlinkowałam Wam link do map, bo na Bookingu ani innej platformie nie znalazłam ich oferty. Mój brat również kontaktował się z nimi za pośrednictwem numeru telefonu.
Jeśli chodzi o kwotę jaką zapłaciliśmy za nocleg to jest ona podzielona na dwie części - opłatę stałą i koszty eksploatacyjne. A z racji, że byliśmy w osiem osób to mieliśmy wykupione dwa obiekty (w domku może spać do max 6 osób). Mój brat wraz z dziewczyną spał w pokoju dwuosobowym. Natomiast my i reszta rodziny oraz psy w drewnianym domku umiejscowionym nad jeziorem. Do obiektów noclegowych przypisane również były łódki, a także rowerki wodne, co było dużym plusem. Jednak największe wrażenie wywarła na nas okolica. Duży teren zieleni, otoczony drzewami i oczywiście przy wspomnianym wcześniej jeziorze. Do tego huśtawka, altanka, miejsce na ognisko, grille, siatka do siatkówki, a także piaskownica, ping-pong i zabawki dla dzieci. To co z tą ceną? Za jeden nocleg w domku 6-osobowym przy jeziorze, wraz z wyżej wymienionymi atrakcjami zapłaciliśmy 350 zł + koszty eksploatacyjne (aktualizacja: za pobyt od soboty do soboty, przy tej ilości osób wyszło 78 zł), co uważam, że jest bardzo dobrą ceną.
Podsumowując, cały pobyt uważam za bardzo udany. Pogoda trafiła nam się wręcz obłędna. Idealna do opalania się, odpoczywania, jedzenia lodów oraz kiełbasek z grilla czy też do pływania w jeziorze. Pieski także wyszalały się. A przede wszystkim to co najważniejsze - udało się nam naładować na nowo baterie!
*Źródło zdjęć: zdjęcia własne*

Jedziecie gdzieś na wakacje?
A może mieliście już swój urlop?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

A jeśli lubicie oglądać krótsze treści to zerknijcie na poniższy filmik.

Zapraszam również na inne profile.
Prywatnie: Instagram | TikTok
ARTsteja (sztuka): Instagram | Facebook | TikTok | YouTube

Ściskam mocno,
Wasza Adrasteja

piątek, 26 czerwca 2026

Olympo, Na zawsze & Miłość, śmierć i roboty | RECENZJE SERIALI #22

Olympo, Na zawsze & Miłość, śmierć i roboty | RECENZJE SERIALI #22
Cześć Kochani! W ostatnim wpisie TUTAJ, wspominałam Wam, jak bardzo pochłonął mnie świat seriali. Dlatego dzisiaj również przychodzę z kolejnymi recenzjami. Naprawdę nie mam pojęcia, kiedy uda mi się być w miarę na bieżąco, bo mam jeszcze masę innych tytułów do opisania. Możliwe, że w kolejnym zestawieniu będę recenzować po pięć seriali albo zwiększę ilość wpisów w którymś miesiącu. Jeszcze muszę nad tym pomyśleć. Tymczasem, nie przedłużając już dłużej, zapraszam do czytania!

Olympo (2025)
Olympo to hiszpański serial z gatunku dramatu, stworzony i napisany przez Jana Matheu, Laię Foguet i Ibai Abada, dla platformy Netflix. Akcja serialu rozgrywa się w fikcyjnej, elitarnej szkole Pirineos High Performance Center, gdzie trenują najbardziej obiecujący młodzi sportowcy w kraju. Gdy jedna z pływaczek traci przytomnośc w ośrodku treningowym, Amaia (kapitan narodowej drużyny pływania synchronicznego) przygląda się Olympo, dzięki któremu sportowcy w niewytłumaczalny sposób zaczynają poprawiać swoje wyniki.

Ten, kto oglądał hiszpańskie seriale, ten wie, że mają one dosyć podobny schemat. A mianowicie koniecznie muszą pojawić się sceny seksu, nagość i LGBT+. Mimo to, maja coś takiego w sobie, że zarówno montaż, jak i fabuła wciągają na tyle, że ciężko jest się oderwać. Jeśli czytaliście już recenzje na temat tego serialu, to zapewne spotkaliście się z porównaniem, że to druga "Szkoła dla elity". Czy zgadzam się z tym określeniem? Myślę, że tak, ponieważ powtarza się w nim schemat, o którym wspominałam na początku. Sam pomysł na fabułę i jej wykonanie naprawdę super. Ale błagam. Ile można oglądać zdradzających się i niewyżytych seksualnie nastolatków? Strasznie ubolewam nad tym, że hiszpańskie kino jest wręcz przesycone ilością takich scen. A szkoda, bo uważam, że pomysły na seriale mają naprawdę dobre i byłam niesamowicie ciekawa tego, jak poprowadzą dalej temat dopingu i chorej ambicji. Niestety, jednak serial nie doczeka się kontynuacji, bo ludzie są już po prostu zmęczeni tym powtarzającym się schematem. Nie dziwię się, ale i tak szkoda. Serial w sam raz na jeden wieczór.

Na zawsze (2025-)
Na zawsze to amerykański serial z gatunku melodramatu dla młodzieży, stworzony przez Marę Brock Akil, dla platformy Netflix, na podstawie powieści Judy Blume o tym samym tytule. Opowiada o czarnoskórych przyjaciołach z dzieciństwa, którzy spotykają się w liceum i zakochują się w sobie, doświadczając przy tym wielkich emocji, jakie przynosi pierwsza miłość. 

Szczerze mówiąc nie pamiętam zbyt wiele z tego serialu, mimo że oglądałam go zaledwie rok temu. Jednak totalnie nie porwała mnie fabuła, a główni bohaterowie byli dla mnie niesamowicie męczący... Mam wrażenie, że chyba jestem już za stara na tego typu luźne, nic niewnoszące produkcje. Serial totalnie do oglądania w tle. Na moje nieszczęście okazało się również, że ma być kontynuowany, a gdybym mogła wybierać to zdecydowanie wolałabym zobaczyć dalsze losy "Olympo" niż tego. Osobiście nie polecam.

Miłość, śmierć i roboty (2019-)
Miłość, śmierć i roboty to amerykański serial animowany, skierowany do dorosłej publiczności, stworzony przez Tima Millera, dla platformy Netflix. Chociaż serial jest produkowany przez Blur Studio, to jego poszczególne odcinki inspirowane są pracami międzynarodowych studiów animacji. Miłość, śmierć i roboty to seria krótkometrażowych opowieści należących do różnych gatunków: science fiction, fantasy, horroru i komedii.

Pewnego razu, gdy nie mieliśmy z mężem już pomysłu, co obejrzeć, wybraliśmy właśnie ten serial! Zapewne większość z Was słyszała o tym tytule. Było o nim głośno, zwłaszcza, gdy wychodził pierwszy sezon. Kiedy więc zabraliśmy się za jego obejrzenie, okazało się, że każdy odcinek, to zupełnie nowa historia, ale również i animacja. Dlatego wybrać można było cokolwiek, bez względu na kolejność. I cóż mogę powiedzieć? Niektóre animacje zachwycały. Drugim razem były dosyć zwyczajne. A fabuła? Raz śmieszna, innym razem tajemnicza, a kolejnym totalnie bez sensu. Dosyć specyficzna produkcja, zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu.
*Źródło zdjęć: filmweb.pl,whats-on-netflix.com, en.ara.cat, granice.pl, serialowa.pl, radiotimes.com, zwierciadlo.pl, pananimacja.pl*

Oglądaliście któryś z powyższych seriali?
Co o nich uważacie? Koniecznie dajcie znać!

Wszystkie seriale można obejrzeć na platformie Netflix.

Zapraszam również na inne profile.
Prywatnie: Instagram | TikTok
ARTsteja (sztuka): Instagram | Facebook | TikTok | YouTube

Ściskam mocno,
Wasza Adrasteja