poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Srebrna pamiątka na CHRZEST | Azur

Srebrna pamiątka na CHRZEST | Azur
Witajcie Kochani! Jak Wam minął ubiegły tydzień? U mnie naprawdę dobrze. Byłam na kilku spotkaniach z przyjaciółmi oraz na pokazach Lotos Gdynia Aerobaltic Airshow. Oprócz tego zaczęłam robić pierwsze porządki na blogu. Pousuwałam posty, z których nie byłam zbytnio zadowolona, a inne poprzerabiałam, aby brzmiały bardziej poprawnie - nie zmieniając przy tym znacząco treści. Natomiast od dzisiaj zaczynam pracę nad swoim Dziennikiem Podróży, o którym również wspominałam w ostatnim poście. Powiem Wam, że jestem niesamowicie podekscytowana, ponieważ przyszły do mnie pierwsze profesjonalne kredki i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę z nimi pracować. Ale nie o tym teraz!


W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o stronie e-azur.pl. Jest to sklep jubilerski "Azur" w ofercie którego znajdziecie wyroby jubilerskie srebrne i złote, obrączki ślubne, obrazki sakralne oraz biżuterię modową. Wytwarzane produkty są najwyżej jakości oraz posiadają atrakcyjną cenę. Oprócz tego, na stronie znajdziecie wszystko, co uszczęśliwi drugą osobę, niezależnie od okazji.
Nie ukrywajmy. Chyba w każdej rodzinie znajdzie się jakiś maluszek albo ktoś kto oczekuje nadejścia nowego dziecka. A co idzie wraz z przyjściem pociechy na świat? Ceremonia chrztu świętego, na którą zaproszeni są bliscy. Dlatego naszym głównym tematem będą dziś srebrne obrazki na chrzest właśnie ze sklepu "Azur", ponieważ z pustymi rękoma niezbyt wypada przyjść.

Srebrny obrazek na chrzest to idealny prezent, który gustownie upamiętni daną uroczystość. W asortymencie sklepu "Azur" znajdują się obrazki przedstawiające Świętą Rodzinę czuwającą nad dzieciątkiem oraz Aniołki. Są to symbole opieki nad nowo narodzonym dzieckiem. Oprócz tego, sklep oferuje grawerowaną dedykację, która umieszczana jest z tyłu obrazka. Oczywiście, grawer można dopasować według indywidualnych potrzeb oraz oferowany jest za darmo.
Obrazki na chrzest oferowane przez sklep "Azur" mają przeróżne kształty oraz rozmiary. Na przykład na poniższych widnieje wizerunek jednego lub dwóch Aniołów Stróży czuwających nad bezpiecznym snem dziecka. Anioły również trzymają w ręku maleńką latarenkę, aby odgonić mrok. 

Całość przedstawiona jest w formie serca albo kwadratu. Obydwa wzory osadzone są na brązowym drewnie oraz posiadają specjalne pudełeczko na przechowanie. Jednak nie mogło również zabraknąć napisu "Pamiątka Chrztu Świętego". Obrazki przystosowane są do postawienia, ale także do powieszenia na ścianie przez, co nie trzeba martwić się o miejsce.
Uważam, że taka pamiątka w postaci obrazka sprawdzi się doskonale w każdym domu, ponieważ srebro jest naprawdę uniwersalne i pasuje do wszelkiego rodzaju wystroju i jest wspaniałą dekoracją. Dzięki swojej uniwersalności, będzie w sam raz dla dziewczynki jak i dla chłopca.

Dlatego, jeśli szukacie wyjątkowego i niepowtarzalnego prezentu to koniecznie musicie zajrzeć na tę stronę! Osobiście jestem zakochana w ich produktach i nie mogę się doczekać aż będę mogła komuś sprawić tak cudowną pamiątkę, która na pewno szybko nie odejdzie w niepamięć.
*Zdjęcia pochodzą ze strony e-azur.pl*

Znacie sklep AZUR?
Zamawialiście kiedyś z tej strony?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!


Trzymajcie się cieplutko,
Adrasteja

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

RZECZY do zrobienia przed KOŃCEM WAKACJI

RZECZY do zrobienia przed KOŃCEM WAKACJI
Dobry wieczór! Jak się macie? Dzisiejszy wpis będzie luźniejszy i nie aż tak długi jak ostatnio (chyba), ponieważ  porozmawiamy sobie o kilku rzeczach, które zamierzam zrobić jeszcze przed końcem wakacji. Będzie to mój zbiór pomysłów zebrany w jedno miejsce. Ostatnio mam bardzo dobry humor. Pogoda jest piękna. Zwiedzam różne miasta. Po prostu znów czuję, że żyję i staram się czerpać radość z najdrobniejszych rzeczy! Zatem zapraszam do czytania.


OBEJRZEĆ PIERWSZY RAZ W ŻYCIU...
Titanica! Może to być dziwne, bo o tym filmie słyszał każdy i większość oglądała nawet po kilka razy. Natomiast mnie jakoś do niego nigdy nie ciągnęło. Samą historię kojarzę, ale filmu nie widziałam. Nawet urywek. Jedynie jakieś pojedyncze zdjęcia na Internecie. Według mojego narzeczonego powinnam nadrobić te ekranizacje, więc myślę, że taki wyznacznik czasu jak koniec wakacji - jest dobrym pomysłem.

PRZECZYTAĆ W CIĄGU MIESIĄCA...
Chociaż jedną książkę... Ciężko jest mi to powiedzieć, ale nie wiem kiedy ostatni raz miałam w ręku jakąś lekturę, którą przeczytałam do końca. To nie tak, że mi się dane książki nie podobały. Po prostu kończyłam po 50 stronach zostawiając resztę na później i na tym się niestety kończyło. Zapominałam, nie chciałam, nie miałam czasu ani ochoty. Ale chciałabym to zmienić. Oczywiście, nic na siłę, bo wiem, że zmuszaniem siebie - tego nie dokonam. Mimo wszystko tęsknię za tym książkowym światem, za wcielaniem się w bohaterów i przeżywaniem razem z nimi, a przede wszystkim za tymi emocjami, które pojawiają się przy czytaniu.

ZADBAĆ O PIELĘGNACJE...
Jestem osobą, która na kosmetyki nigdy nie lubiła dużo wydawać. Nieważne czy to były produkty kolorowe czy pielęgnacyjne. Dopiero jakoś od dwóch lat zaczęłam kombinować z kolorowymi ustami czy też z kreską. Jednak o pielęgnacji nie było mowy. Dla mnie była to po prostu strata czasu. Niestety, w okresie jesienno-zimowym mam okropne problemy z suchą skórą. Nie przeszkadzało mi to zbytnio aż do tego roku... Doszedł stres i zaczęłam drapać nogi. Były całe poranione. Wstydziłam się tego. Bałam się, że ktoś zobaczy. Zaczęłam testować różne kosmetyki. Na pomoc przyszła mi Neutrogena, o której pisałam jakiś czas temu oraz parę innych produktów, ale o tym może innym razem. W każdym bądź razie ten rok nauczył mnie, że warto zrobić coś dla siebie. Dlatego ten miesiąc chcę spędzić na testowaniu kolejnych produktów do ciała jak i do twarzy. Na pewno spodziewajcie się postu o maseczkach!
ZAPLANOWAĆ...
Kolejne podróże! Jak dobrze wiecie, uczęszczałam do technikum o profilu turystycznym, ponieważ kocham zwiedzać i poznawać nowe miejsca. Gdyby nie mój brak pewności siebie to już dawno poszłabym na kurs przewodnika lub pilota, ponieważ dałoby mi to możliwość robienia tego, co naprawdę lubię. Jednak póki to się nie stanie to pozostaje mi planowanie i podróżowanie wraz z moim narzeczonym, który jest wspaniałym kompanem. Każdego roku staramy się odwiedzić kilka miast w Polsce. Są to całodniowe lub kilkudniowe wycieczki. Wszystko oczywiście zależy od ilości atrakcji w danym mieście oraz funduszy. W zeszłym roku udało Nam się odwiedzić - Wrocław, Łebę, Władysławowo, Elbląg, Stegnę oraz Warszawę. Natomiast w tym - Warszawę, Słupsk, Ustkę oraz Karlskronę w Szwecji. Swoją drogą zachęcam do przeczytania ostatniego posta. Co roku również można Nas znaleźć w Trójmieście (tutaj mieszkamy wraz z moją rodziną) oraz w Lesznie i okolicach (rodzina mojego narzeczonego). W każdym bądź razie, nie zamierzamy zwalniać tempa. Obecnie jestem w trakcie robienia list z miastami w Polsce oraz państwami Europy, aby móc dane miejsca na bieżąco odhaczać. Myślę, że w przyszłości posłuży to za niesamowitą pamiątkę i wspaniale będzie wracać myślami do tych wspomnień, wiedząc, że dokonało się postawionych sobie celów. Na dzień dzisiejszy moim marzeniem na przyszły rok jest Szwajcaria, a dokładnie wioski w górach.

STWORZYĆ SWÓJ WŁASNY...
Travel Journal! Czyli po prostu Dziennik Podróży. Obecnie prowadzę album ze zdjęciami z wyjazdów, gdzie umieszczam również pocztówki z danych miejsc oraz krótkie opisy. Jednak zapragnęłam czegoś więcej. Chciałabym się wyżyć artystycznie. Spróbować nowości. Zacząć znowu tworzyć. Dlatego zamierzam zakupić specjalny szkicownik, w którym będę umieszczała fragment scenerii, w której się znajduję, bądź znajdowałam. Zainspirowała mnie do tego Barbie Michaels, którą możecie znaleźć na YouTube pod nazwą Elfik TV. Swoje prace w takim dzienniku tworzy ona akwarelami, co ma niesamowity urok. Niestety, ja nie maluje farbami. Dlatego nie wiem czy zacząć się uczyć, aby uzyskać równie ciekawy efekt czy po prostu wykonywać kredkami. Doradźcie mi!
ZACZĄĆ WPROWADZAĆ ZMIANY...
Na blogu! Od jakiegoś czasu myślę nad zmianami. Przede wszystkim chciałabym się skupić na zakładkach i wyglądzie, żeby wszystko miało ręce i nogi. Oprócz tego planuję wznowić serie, które leżą zapomniane. Przede wszystkim chciałabym sprawić, abyście do tego miejsca wracali chętniej. Dlatego również mam nadzieję, że w najbliższym czasie nadrobię komentarze u Was jak i u siebie, bo tęsknię za tymi długimi rozmowami. Ostatnio także myślałam nad usunięciem postów, z których jestem mniej zadowolona, ale z tym jeszcze muszę się zastanowić...

WRÓCIĆ Z SYSTEMATYCZNOŚCIĄ...
To jest moim głównym priorytetem od jakiegoś czasu. Obiecuję Wam, a wciąż dodaję posty w kratkę, co mnie również denerwuje. Pocieszam się, że to przez wakacje, a potem już będzie lepiej, ale wiem, że to nieprawda. To leży we mnie. Powinnam się po prostu bardziej zorganizować. Zacząć na nowo zapisywać pomysły. Uświadomić sobie, że tyle serca i czasu w to wkładałam, że szkoda to zmarnować. Blog jest moim małym sukcesem i mam nadzieję, że na nowo wpadnę w ten pisarski szał i nie będzie mi brakowało weny.
Niestety, za brakiem systematyczności idzie coś jeszcze - pozycjonowanie stron www. Możemy pisać nie wiadomo ile. Jednak każda przerwa niesamowicie psuje statystyki. Nie ma postów - nie ma nowych wyświetleń. Oczywiście, będą przychodzili stali czytelnicy, żeby zerknąć na nowości, ale nie przyniesie nam to zbytnio widocznych rezultatów. Dlatego chcę walczyć z tą systematycznością, aby widzieć w tym wszystkim sens i nie zmarnować tego nad czym pracowałam wiele lat. Owszem, blog to nie tylko liczby, ale przyznajcie sami - chyba dobrze jest zobaczyć czasem większą aktywność pod wpisem. Sprawia to przede wszystkim niesamowitą radość i dzięki temu można określić, co naszym czytelnikom się podoba. Obecnie blogów w Polsce jest tysiące, więc trzeba naprawdę zachwycić, aby pozycjonowanie naszej strony www było jak najlepsze! Obecnie po wpisaniu w wyszukiwarkę Google słowa "Adrasteja" - mój blog jest na trzecim miejscu! To dla mnie ogromny sukces. Jednak nie każdy wie o istnieniu mojej strony, dlatego między innymi potrzebna jest chwytliwa treść, zwroty, które zachęcą ludzi, kluczowe słowa, ale i też dobry wygląd. Na dzień dzisiejszy moim najpopularniejszym postem jest praca w Sinsayu, który ma prawie 8 tysięcy wyświetleń! Jeśli jesteście ciekawi jak działa pozycjonowanie strony www to zachęcam kliknąć w pogrubione słowa, a tam znajdziecie link do strony, gdzie wszystko jest doskonale wytłumaczone. Pamiętajcie, że proszenie o pomoc albo znajdywanie jej w Internecie - nie jest niczym złym i mamy prawo sięgać do takich źródeł oraz korzystać z promocji naszego bloga czy innych portali www od tej strony bardziej profesjonalnej. Dlatego jeszcze raz zachęcam do przeczytania artykułu na temat pozycjonowania stron www, a kto wie, może akurat tego właśnie szukaliście!
Koszulka: Reserved | Spodenki: Cropp | Buty: Nike
Miejsce: Zbiornik Rydzyna

A Wy macie jakieś postanowienia?
Jak zamierzacie spędzić ostatnie dni wakacji?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Zapraszam także na mojego Instagrama.


Trzymajcie się ciepło,
Adrasteja

sobota, 27 lipca 2019

SZWECJA w jeden dzień | STENA LINE

SZWECJA w jeden dzień | STENA LINE
Witajcie Kochani! Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o mojej wyprawie do Szwecji, która miała miejsce już lekko ponad trzy tygodnie temu. Ostrzegam, że będzie trochę tekstu, ale i też zdjęć! Opiszę Wam dokładnie jak wyglądała wycieczka promem oraz pobyt w Szwecji, a dokładnie w Karlskronie. Zatem zapraszam do relacji, która jest jednocześnie przewodnikiem.


Zacznijmy od początku. Na terminalu promowym w Gdyni musimy stawić się między godziną 19.30, a 20.00. Po wejściu do budynku, ukazują się przed nami monitory z napisem Check-In. Musimy zeskanować kod kreskowy, który znajduje się na naszym potwierdzeniu rezerwacji (email lub wydrukowana umowa przy kasie). Po wykonaniu tej czynności, na ekranie pojawią się po kolei imiona i nazwiska uczestników (w tym przypadku mojego narzeczonego i moje). Następnie trzeba zeskanować dokumenty - dowód osobisty lub paszport. Po zakończeniu tych czynności drukują się 3 bilety - 1 potwierdzający wycieczkę, 2 do kabiny oraz bramek. Teraz pozostaje czekać na krzesełkach lub ustawić się w kolejce. Wpuszczać zaczynają ok. 20.30. Skanuje się wydrukowany bilet i koniec odprawy. Można już iść po schodach (lub windą) prosto na prom Stena Line Spirit!

Mała wskazówka odnośnie monitorów z Check-In. Jeśli nie będziecie sobie dawać rady to nie bójcie się. Jest specjalne stanowisko, gdzie można podejść, a tam pracownik na pewno z przyjemnością Wam pomoże!
Jesteśmy na promie! Na wejściu czeka na Nas obsługa. Najmłodszych witają balonami i chorągiewkami z napisem Stena Line, a dorosłym pomagają z odnalezieniem kabin. Drzwi otwiera się za pomocą karty, którą dostaliśmy przy odprawie. Standardowy pokój składa się z dwóch pojedynczych łóżek, stoliczka, telewizora oraz łazienki, w której znajduje się toaleta, umywalka, lustro oraz prysznic. Są również ręczniki oraz klimatyzacja, którą można dostosowywać pod siebie. Oprócz tego może znajdować się okno, ale taki pokój jest droższy. Natomiast zamiast niego mieliśmy duże lustro po środku.
Czas udać się na pokład, gdzie czekają na Nas cudowne widoki - zachód słońca! Wysokość jak i sam prom robi naprawdę ogromne wrażenie. Uważam, że to trzeba zobaczyć samemu, aby poczuć te wszystkie emocje. Naprawdę. Czułam jakby moje wewnętrzne dziecko się uwolniło. Nie mogłam przestać się uśmiechać, mimo, że był to już mój drugi raz (wcześniej na wycieczce szkolnej). Oprócz tego pogoda nie do końca sprzyjała. Było dosyć chłodno i wiało, a niebo wypełniały chmury. Jednak nie powstrzymywało to mojego entuzjazmu. A to był dopiero początek moich wrażeń... 21.00 Wypływamy! 
O 21.10 przyszedł czas na spotkanie organizacyjne z przewodnikami (o ile ktoś wykupił). W klubie, w którym odbywało się spotkanie znajdowały się dwie grupy - pierwsza z przewodnikiem 3-godzinnym, a druga z całodniowym. My byliśmy w tej pierwszej. Samo spotkanie nie trwało długo, wytłumaczyli Nam jak będzie wyglądać dzień, do którego autokaru mamy się kierować, musieliśmy potwierdzić swoją obecność oraz dostaliśmy materiały potrzebne potem do samodzielnego zwiedzania miasta.

Mieliśmy już czas dla siebie, więc wzięliśmy się za zwiedzanie promu. Odwiedziliśmy sklep pokładowy, w którym kupiliśmy alkohol inny niż w Polsce oraz zagraliśmy na automatach. Później udaliśmy się do kabiny w celu ubrania czegoś cieplejszego. Mieliśmy zamiar wyjść znowu na pokład, a zbliżała się północ.

UWAGA! W sklepie można zapłacić w PLN, SEK, NOR, EUR oraz przy użyciu karty Visa, Visa Electron, MasterCard i Maestro!
Poszliśmy na sam koniec pokładu i zaczęliśmy oglądać morze, które pieniło się pod wpływem silników. Wyglądało to naprawdę pięknie. Jednak zrobiło się naprawdę zimno. Za zimno. Schowaliśmy się, więc pod daszek, pod którym odbywała się wcześniej dyskoteka. Teraz nie było nikogo. Staliśmy sami, wtuleni w siebie. Wtedy On zaczął przemawiać. Klęknął przede mną i otworzył pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym. Zaniemówiłam. Zaczęłam płakać i również klęknęłam razem z nim oraz rzuciłam się w jego ramiona. W końcu udało mi się wymówić słowo "OCZYWIŚCIE!". Serce latało mi jak oszalałe. Czułam się szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa i marzyłam o tym, aby ta chwila nigdy się nie skończyła.

Po wydarzeniu, udaliśmy się do kabiny, ponieważ czekała Nas pobudka o 6 rano. Niestety, byłam tak podekscytowana, że albo nie mogłam zasnąć albo budziłam się, co 10 minut. Natomiast mój narzeczony nie miał kompletnie żadnego problemu ze snem i spał jak aniołek.
"I am sailing. I am sailing. Home again. 'Cross the sea. I am sailing. Stormy waters. To be near you. To be free..." - jest godzina 6.00, z głośników wydostaje się głos Rod'a Stewart'a z utworem "Sailing", który służy jako budzik na promie. Czas się szykować, ponieważ od 6.30 obsługa może pukać do kabin z zamiarem sprzątania. Robią tak, dlatego, że z powrotem płynie się promem Stena Line Vision. Gotowi, czekamy na dopłynięcie do portu, oglądając przy tym pojawiające się wysepki.

Od 6.00 można zjeść śniadanie w restauracji o ile się je wykupiło. Jednak my nie mieliśmy takiej potrzeby, ponieważ na prom można wziąć swój prowiant, co moim zdaniem jest naprawdę dobrym rozwiązaniem.

O 7.30 dopłynęliśmy. Na terminalu można było zostawić swoje bagaże w szafkach. Koszt tej szafki wynosił bodajże 20 lub 30 SEK. Nie jest to dużo, jednak my mieliśmy plecaki z kilkoma rzeczami oraz jedzeniem, więc wzięliśmy je ze sobą na wycieczkę.

Przed 8.00 ustawił się nasz autokar z numerem 2. Kiedy każdy zajął swoje miejsce, głos zabrała przewodniczka Natalia. Swoją drogą, naprawdę bardzo sympatyczna dziewczyna, która dużo wiedziała, opowiadała ciekawie i w każdej chwili służyła pomocą.
Naszym pierwszym celem był punkt widokowy Bryggareberget, z którego można obejrzeć panoramę archipelagu szkierowego i centrum miasta na wyspie Trossö.

Jakby kogoś dziwiła moja bluza w czasie lata to już tłumaczę. Tego dnia było naprawdę zimno. 14 stopni oraz bardzo silny i mroźny wiatr. Nie ma co się dziwić. W końcu to Skandynawia.

Natomiast przewodniczka powiedziała Nam, że i tak nie trafiliśmy takiej złej pogody. Jednak na późniejszych zdjęciach zobaczycie, że ubrałam jeszcze kurtkę.
Kolejnym punktem była dzielnica Björkholmen, która słynie z małych, kolorowych, drewnianych domków. Kiedyś miała miano jednej z najbiedniejszych części miasta. Obecnie domki kosztują naprawdę sporo oraz z tyłu posiadają dobudówki.

Ciekawą rzeczą jest lusterko umieszczone na środku okna, które kiedyś pozwalało na dyskretne podejrzenie kogoś, kto znajduje się pod drzwiami.

Oprócz tego, mówi się, że domki są takie małe, ponieważ mieszkający w nich wtedy stoczniowcy przemycali deski ze swojego miejsca pracy... pod płaszczem.
Później udaliśmy się pod Kościół Admiralicji, który jest najstarszą w Karlskronie, a największą drewnianą świątynią w Szwecji. Przed nim znajdowała się słynna figura-skarbonka Matsa Rosenboma. Jednak jego oryginał znajduje się w środku kościoła, do którego niestety nie mogliśmy wejść. Historii nie będę Wam opowiadać, ale warto ją przeczytać przed przyjściem tutaj albo wysłuchać przewodnika.

Niedaleko kościoła znajduje się również pomnik chłopca wybiegającego z książki. Jest on bohaterem powieści Selmy Lagerlöf, która jako pierwsza kobieta otrzymała literacką Nagrodę Nobla.
W prawo od pomnika, schodząc na dół idziemy w kierunku Nabrzeża Królewskiego, z którego rozpościera się widok na archipelag oraz port wojenny. Czasami znajdują się tam okręty wojenne. 

Obok można zobaczyć Bastion Aurora, który jest zachowanym fragmentem murów Karlskrony.
Kolejnym punktem jest Rynek. Ale zanim do niego dojechaliśmy to po drodze minęliśmy Targ Rybny, na którym znajduje się pomnik Rybaczki. Niestety, nie mam zdjęcia, ponieważ nie zatrzymywaliśmy się.

Na rynku znajduje się plac z ratuszem, dwoma kościołami (Kościół Trójcy Świętej i Kościół Fryderyka, do którego wchodziliśmy) oraz pomnikiem Króla Karola XI - założyciela miasta.

Po lewej stronie od Kościoła Fryderyka znajduje się najpopularniejsza lodziarnia w Karlskronie - Glassiären z naprawdę pysznymi lodami! U nich jeden smak oznacza taką konkretną porcje, a nie gałkę.
Ostatnim punktem wycieczki z przewodnikiem jest Marinmuseum - Muzeum Morskie/Marynarki Wojennej. Muzeum jest darmowe. Nie wiem czy całorocznie czy tylko sezonowo. Jednak jest jedną z największych atrakcji Karlskrony. W muzeum można zobaczyć: autentyczne okręty podwodne (między innymi Nep - Neptun), figury dziobowe tzw. galiony, podwodny tunel (gdzie zachowany jest wrak statku) oraz kolekcje modeli okrętów. Przy nabrzeżu znajdują się trzy zabytkowe okręty, między innymi fregata Jarramas.

Niestety, zdjęcia muzeum nie zrobiłam, dlatego posłużę się fotografią z Internetu. Natomiast pozostałe należą do mojej kolekcji.
Mając czas wolny zwiedziliśmy kolejne piętro muzeum, łodzie podwodne oraz okręty znajdujące się obok (wyżej zdjęcia). Później wybraliśmy się na jedzenie na rynku. Nie muszę chyba mówić, że w Szwecji bardzo popularny jest lunch w formie bufetu szwedzkiego. Ceny wahają się między 85, a 130 SEK. Tak mniej więcej. Ludzie w restauracjach są naprawdę mega przyjaźni.

Później stwierdziliśmy, że wybierzemy się na wyspę Aspö. Niedaleko Muzeum Marynarki Wojennej, po lewej stronie znajduje się taki mini port, z którego odpływają bezpłatne promy Aspöfärjan (ten żółty na zdjęciu niżej), co 30-60 minut. Na szczęście rozkład dostaliśmy na spotkaniu organizacyjnym z przewodnikiem. Rejs trwa około 30 minut. Na wyspie znajduje się twierdza Drottningsskär, do której idzie się z 20 minut. Można wejść do środka za darmo. Na terenie twierdzy znajduje się też restauracja.

Po drodze do twierdzy jest także sklep, w którym kupiliśmy trochę szwedzkich słodyczy.

Pobyt na wyspie zajmuje ok. 3 godzin.
Po powrocie z wyspy pochodziliśmy trochę po rynku, odwiedziliśmy galerię oraz lodziarnię, o której wspominałam wyżej. Lody zjedliśmy w Parku Hogland, gdzie znajduje się kilka pomników, w tym jeden z fontanną. Oprócz tego, centralnie obok parku jest przystanek autobusowy.

Z centrum na terminal promowy (przystanek Verkö) dostaniemy się autobusem miejskim nr 6.  Pojechaliśmy o 18.45 (tak kursuje poniedziałek - piątek). Bilety można zakupić w automacie albo u kierowcy. Z racji, że wybraliśmy wycieczkę z przewodnikiem to otrzymaliśmy taki żółty papierek, który umożliwiał nam jednorazowy przejazd. Musieliśmy go u kierowcy wymienić na paragon. Podróż autobusem trwa około 30 minut.
Na terminalu promowym również znajdziemy monitory Check-In oraz stanowisko. Tym razem zeskanować musimy kartę pokładową (ten 1 z 3 biletów), a nie numer rezerwacji, dokumenty również trzeba. Drukują się nam 2 bilety. W przeciwieństwie do terminalu w Gdyni, od razu idziemy do bramki i skanujemy, a dopiero później czekamy na wejście na prom Stena Line Vision.

Prom wygląda identycznie. Kabina również. Odpłynięcie o tej samej godzinie, czyli 21.00. Tym razem nie mamy sił na chodzenie po promie. Od razu idziemy spać - zmęczeni, ale pełni wrażeń. Poranne procedury są takie same jak w pierwszą stronę. O 7.30 przypływamy do Gdyni. To już koniec naszej wyprawy...

Koszt takiej wycieczki wyniósł 679 zł (w tym opłaty portowe i ekologiczne - 40 zł oraz 120 zł przewodnik 3-godzinny). Cena każdego dnia jest inna, więc warto patrzeć i czekać na promocje. Nasza zniżka wynosiła 279 zł, więc sporo zaoszczędziliśmy. Trzeba też zauważyć, że transport wodny nie należy do najtańszych.
Byliście kiedyś w Szwecji?
A może płynęliście Stena Line?
Gdzie jedziecie na wakacje?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Pisanie tego posta zajęło mi prawie cały dzień, ale musiałam się podzielić z Wami wrażeniami. Po za tym, myślę, że to dobry przewodnik dla kogoś, kto wybiera się tam po raz pierwszy albo zastanawia się czy warto. Śmiało mogę powiedzieć, że TAK, WARTO! 

Zapraszam Was także na mojego Instagrama.

Trzymajcie się ciepło,
Adrasteja

czwartek, 18 lipca 2019

Przegląd FILMÓW | RECENZJE #3

Przegląd FILMÓW | RECENZJE #3
Witajcie Kochani! Jak Wam mijają wakacje? Wyjechaliście już gdzieś, a może dopiero macie w planach? Koniecznie dajcie znać co się u Was dzieje! Tymczasem i ja się pochwalę. Lipiec zaczął mi się naprawdę wyjątkowo. Wypłynęłam Stena Line na wakacje do Szwecji wraz z moim chłopakiem. A wróciłam jako narzeczona! Jeśli jesteście ciekawi jak to się stało to zapraszam na mojego Instagrama, gdzie pokrótce opisuje to wydarzenie. W dodatku parę dni temu obcięłam włosy aż do ramion! To wielka zmiana dla mnie, bo od 1 gimnazjum miałam długie i póki, co nie mogę się przyzwyczaić, ale myślę, że  to miła odmiana.

Dzisiejsze filmy są o różnych relacjach miłosnych, głównie o narzeczeństwie. Jednak dobór był przypadkowy, ale pasuje to do moich ostatnich wydarzeń. Sami pewnie rozumiecie jaka muszę być w tym momencie szczęśliwa. Nie przedłużając już, zapraszam do czterech recenzji!



Jeszcze dłuższe zaręczyny
Jeszcze dłuższe zaręczyny to amerykańska komedia romantyczna. Film opowiada o Violet, która właśnie zrobiła doktorat z psychologii oraz o Tom'ie, który jest zastępcą szefa kuchni w modnej restauracji w San Francisco. Para zaręczyła się po roku znajomości i planują ślub. Niestety, wciąż zdarza się coś, co im przeszkadza i muszą przekładać termin. Violet zmusza Tom'a do ciężkich zmian, a sama spełnia się na uniwersytecie, dzięki stypendium naukowemu.

Wraz z przeprowadzką zaczęły się ich problemy. Tom nie może znaleźć odpowiedniej posady, a Violet przedłuża stypendium, spełnia swoje marzenia oraz robi różne, nieodpowiednie rzeczy...  A do ślubu jest co raz dalej i dalej... Jednak film jest pełen żartu oraz życiowych lekcji. Idealny na romantyczny wieczór z drugą połówką. Polecam!



You Get Me
You Get Me to amerykański thriller, który można obejrzeć na platformie Netflix. Tyler jest uczniem szkoły średniej zakochanym w swojej dziewczynie Alison "Ali". Pewnej nocy na imprezie Tyler odkrywa, że Ali wcale nie była taka grzeczna za jaką się podawała. Dochodzi do konfliktu, a para się rozstaje. Jednak chłopak wpada na tajemniczą Holly. Łapią wspólny język i spędzają razem noc. Niestety, Tyler zapomina o Holly i wspólnym weekendzie, kiedy Ali postanawia ich związkowi dać drugą szansę.

Holly ogarnia niezdrowa obsesja na punkcie chłopaka. Przenosi się do jego liceum i próbuje zrobić wszystko, aby skłócić zakochanych... Jednak nikt nie spodziewa się, do czego może doprowadzić jej zazdrość, a finał jest niezwykle szokujący. Podsumowując, moim zdaniem film jest naprawdę intrygujący. Może i ma niską ocenę na Filmwebie, ale ja takiej końcówki kompletnie się nie spodziewałam. Swoją drogą, było mi naprawdę szkoda Holly... Do czasu.



Narzeczony na niby
Narzeczony na niby to polska komedia romantyczna. Film opowiada o miłosnym życiu Kariny, która przeżyła niejeden zawód. W końcu postanawia zbudować prawdziwy i szczęśliwy związek. Niestety, reżyser, z którym pracuje nad programem dla dzieci, nie jest dobrym wyborem. Zaczyna udawać związek z taksówkarzem Szymonem, aby wraz z nim uczestniczyć w ślubie swojej siostry. Umowa między partnerami doprowadza do serii wypadków, niekoniecznie ze złym zakończeniem.

Ten film obejrzałam już ponad rok temu w kinie. Szczerze mówiąc, nie wiem czemu wcześniej o nim nie napisałam, lecz bardzo mi się podobał! Może i jest to znany już wszystkim schemat. Ale jednak coś w nim było. Bardzo możliwe, że to przez ten humor oraz wspaniałą dykcję głównej aktorki. Naprawdę! Wspaniale jej się słuchało. Polecam!



Mother!
Mother! to amerykański horror psychologiczny. Fabuła ukazuje małżeństwo i ich spokojne życie w wiejskim domku. On spędza kolejne dni próbując coś stworzyć. Kiedyś napisał Wielką Księgę, ale dziś na skutek twórczej blokady, nie jest w stanie wymyślić nic. Ona chce zapewnić ukochanemu idealne warunki do pracy, bierze na siebie wszystkie domowe obowiązki.  Niestety, wkrótce spokój zostaje zakłócony przez przybycie tajemniczej pary.

Od początku film wydaje się być inny. Jednak od połowy jest kompletnie niezrozumiały. Widz wręcz głupieje. Ja również nie wiedziałam, co o nim myśleć. Ale po przeczytaniu recenzji po filmie, wszystko zrozumiałam. Jest to nawiązanie do naszego świata. Ona - Matka Ziemia, On - Bóg, Dom - Ziemia i dzieło Stwórcy, a nieproszeni goście - to my, ludzie. Dlatego warto to wiedzieć przed obejrzeniem tej ekranizacji. Wtedy dopiero zobaczymy w tym wszystkim sens. Film na pewno nie należy do lekkich, a horrorem nie można go nazwać. Jednak nie jest dla wszystkich, ponieważ ta nietypowość nie każdemu się spodoba.

Oglądaliście któryś z powyższych filmów?
A może Was zaciekawiły?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

 A za tydzień (mam nadzieję) opowiem Wam o wycieczce "Szwecja w jeden dzień".
Obiecuję, że będzie, co czytać i oglądać!

Klasycznie zapraszam też na mojego Instagrama, jeśli macie ochotę zobaczyć, co się u mnie dzieje.

Ściskam mocno,
Adrasteja

wtorek, 28 maja 2019

Seriale 5

Seriale 5
Halo? Jest tutaj ktoś? Nie mogę uwierzyć, że minęły prawie dwa miesiące od napisania ostatniego posta! Chciałabym powiedzieć, że wiele się działo, ale było wręcz przeciwnie... Matura wyssała ze mnie wszelkie chęci do życia. Czułam się jak wrak człowieka. Codzienny płacz, zastanawianie się nad sensem życia, stres, problemy z jedzeniem... Ciężko jest mi o tym wspominać, ale z drugiej strony brakowało mi tego wylewania uczuć na pisanie. Jednak nie mogłam tego zrobić. Byłam miesiąc bez komputera, a z pisania pamiętnika już dawno zrezygnowałam.

Nawet nie wiecie jak się cieszyłam, kiedy dokładnie tydzień temu wyszłam z ostatniego ustnego. Wiedziałam, że nie poszło mi jakoś super, ale byłam taka szczęśliwa, że to w końcu za mną! Naprawdę nigdy nie czułam większego stresu, nawet przed rozmową o pracę... Od razu poszłam świętować, a w nagrodę kupiłam sobie kilka artystycznych przedmiotów z Empika. Powiem Wam w tajemnicy, że planuję rozwinąć swoje hobby i za jakiś czas pojawi się moje nowe konto na Instagramie. A tymczasem zapraszam do recenzji pięciu seriali!


Szkoła dla elity
Szkoła dla elity to hiszpański serial platformy Netflix. Po zawaleniu się dachu, firma budowlana, aby naprawić swój wizerunek, funduje stypendium trójce ubogich dzieciaków. Las Encinas to najlepsza i najbardziej elitarna szkoła w Hiszpanii. To tam uczą się dzieci z wyższych stref. Jednak zafundowanie stypendium wcale nie oznacza, że szczęście się do nich uśmiechnęło... Początkowo, trójka jest wykluczona przez bogatych uczniów i dochodzi do wszelkiego rodzaju konfliktów. Niestety, doprowadza to do morderstwa. Kto ma krew na rękach? OBEJRZYJ ZWIASTUN

Szczerze mówiąc, na początku starałam się unikać tego typu seriali. Morderstwo, o którym wiadomo, a tak naprawdę schodzi na dalszy plan i kończy się badziewnie niczym Riverdale... ALE! W tym serialu jest to świetnie przedstawione. Opowiadana jest historia z przeszłości z kilkoma scenami teraźniejszych przesłuchań oraz morderstwo (oczywiście bez pokazania sprawcy, to dopiero na końcu). Wszystko doprawione jest młodzieńczymi relacjami, lecz nie przesłodzonymi! Pojawią się zdrady, niechciane ciąże i używki. A oprócz tego zmagania z chorobą HIV. Osobiście POLECAM!


Sex Education
Sex Education to brytyjski serial komediowo-dramatyczny platformy Netflix. Opowiada historię nastoletniego Otisa, który posiada ogromną wiedzę na temat seksu, ponieważ jego mama jest seksuologiem. Razem ze zbuntowaną Maeve zakładają szkolną klinikę, która pomaga nastolatkom z ich szkoły radzić sobie z problemami związanymi z ich życiem seksualnym. OBEJRZYJ ZWIASTUN

Początkowo, tytuł niezbyt może do siebie zachęcać, ponieważ teraz w prawie każdym filmie czy serialu jest poruszany temat seksu. Zauważyliście? Jednak tutaj ukazana jest bardzo ważna kwestia. Mianowicie, że młodzi ludzie boją się rozmawiać o swoich problemach z dorosłymi, a nawet z rówieśnikami. A przecież w dzisiejszych czasach nasze ciało i rzeczy z nim związane nie powinny być tematem tabu. Oczywiście, nie mówię tu o nie wiadomo jakich wymysłach, a zwyczajnej pomocy. To nie wstyd prosić o rady w tych tematach. Oprócz tego, serial doprawiony jest humorem przez co naprawdę przyjemnie się go ogląda. POLECAM!


Between
Between to amerykański serial telewizyjny, dramat sci-fiction oraz thriller wyprodukowany przez Don Carmody Television. Opowiada o małym miasteczku, w którym wybucha epidemia wirusa. Każdy człowiek powyżej dwudziestego pierwszego roku życia - umiera. Fabuła głównie skupia się na ciężarnej nastolatce Wiley, która mieszka w Pretty Lake i która musi zmagać się z tą dziwną chorobą. Natomiast rząd zostawił ludzi samych sobie, ustawiając jedynie kwarantannę obowiązującą na 10 mil od miasteczka. OBEJRZYJ ZWIASTUN

Motyw epidemii również często pojawia się w serialach, ale za każdym razem jest niesamowicie ciekawy! Ludzie zdani sami na siebie w takich sytuacjach zamiast sobie pomagać to jeszcze bardziej wszystko komplikują. Dochodzi do różnych starć, a przecież każdy z nich marzy o normalnym domu albo o ucieczce... Osobiście nie mogłam przestać oglądać i włączałam odcinek za odcinkiem. BARDZO POLECAM!


Everything Sucks!
Everything Sucks! to amerykański serial komediowo-dramatyczny. Opowiada o grupie nastolatków, którzy uczęszczają do fikcyjnej Boring High School, w której wspólnie robią film, zajmując się przy tym sprawami takimi jak: odkrywanie swojej seksualności, zdrowie psychiczne i dorastanie. Akcja rozgrywa się w 1996 roku. OBEJRZYJ ZWIASTUN

Trzej przyjaciele po przyjściu do nowej szkoły są postrzegani jako społeczni wyrzutkowie, dlatego postanawiają dołączyć do klubu A/V. Wkrótce zaczynają tworzyć swój pierwszy, poważny film. Niestety, Luke zmaga się z nieszczęśliwą miłością, a Kate wątpi w swoją orientacje. Czyli typowe nastoletnie życie i ich problemy. Oprócz tego, serial jest naprawdę króciutki, lekki, ale strasznie zwyczajny. Jak dla mnie średniak.


The Umbrella Academy
The Umbrella Academy to amerykański serial telewizyjny platformy Netflix powstały na podstawie serii komiksów o tej samej nazwie. 1 października 1989 roku, 43 kobiety na całym świecie rodzą jednocześnie, mimo że żadne z nich nie wykazywało oznak ciąży, dopóki nie zaczął się poród. Siedem dzieci zostało adoptowanych przez miliardera i przekształciło się w zespół superbohaterów pod nazwą "Akademia Umbrella". Wkrótce próbują rozwiązać tajemniczą śmierć ojca oraz zapobiec apokalipsie. OBEJRZYJ ZWIASTUN

Podczas mojego pobytu w Warszawie wszędzie można było zobaczyć plakaty z tym o to serialem. Na Facebook'u także nie obyło się bez reklam, a pozytywne recenzje nie miały końca. Ale ja się pytam, SKĄD?! Przez trzy miesiące wymęczyłam 7 odcinków i nie jestem w stanie dokończyć tego serialu... Nie powiem, motyw apokalipsy jest dość ciekawie ukazany, ale reszta? Totalnie nie mogę zrozumieć tego fenomenu. Oprócz apokalipsy, jedyne, co mogę pochwalić to naprawdę piękną ścieżkę dźwiękową. Jednak temu serialowi mówię zdecydowane NIE, NIE, NIE!

Oglądaliście któryś z powyższych seriali?
Co uważacie?
Koniecznie pochwalcie się w komentarzach!

Zapraszam także do poprzednich postów z tej serii:
1 | 2 | 34

Trzymajcie się ciepło,
Adrasteja
Copyright © 2016 Adrasteja , Blogger