Cześć Kochani! Kiedy pomyślę sobie o ulubionym wspomnieniu z Rumunii to od razu widzę w głowie ten dzień. Nie ukrywam, że to właśnie na tę wycieczkę najbardziej się cieszyłam. A teraz z uśmiechem na ustach mogę opowiedzieć o niej również i Wam! Będą niedźwiedzie, góry i zieleń, a przede wszystkim zobaczycie najsłynniejszą drogę w Europie. Zainteresowani? To zapraszam do czytania!
Informacje ogólne
Tak jak w przypadku podróży do Zamku Drakuli, o której pisałam TUTAJ, zdecydowałyśmy się na zakup wycieczki zorganizowanej, z racji, że nie jesteśmy mobilne (nie mamy prawa jazdy). Ponownie skorzystałyśmy ze strony GetYourGuide i pośród kilku ofert udało nam się wybrać tą jedną. Po zapłaceniu okazało się, że wybrałyśmy to samo biuro podróży, co dzień wcześniej, czyli One Excellence Tours. Za całodniową (12-godzinną) wycieczkę zapłaciłyśmy 199,65 zł od osoby, w tym 5% rabatu. W cenie był transport klimatyzowanym autokarem, anglojęzyczny przewodnik, audioprzewodnik w 14 językach (w tym polski), czas wolny przy Jeziorze Bâlea oraz krótkie postoje przy niedźwiedziach i punktach widokowych.
Plan wycieczki
Nasza wycieczka rozpoczęła się we wtorek o 7:00. Na miejscu zbiórki, czyli przy Hotelu Riviera Palace pojawić się trzeba było pół godziny przed planowanym odjazdem. Trasa jest długa, w większości spędzona w autokarze, ale naprawdę warto! Czym dalej od Bukaresztu, tym piękniej się robiło. Natura w czystej postaci. Zieleń, drzewa, strumyki, górzyste tereny. No bajka! I choć do naszego głównego punktu był kawał drogi to po drodze również nie zabrakło atrakcji. Otóż trasa ta słynie z niedźwiedzi brunatnych, które wyczuwając jedzenie turystów wychodzą z lasu i pokazują się przy jezdni. Oczywiście bezpieczeństwo najważniejsze, więc obserwacja była możliwa tylko i wyłącznie z zamkniętego autokaru. Nie ukrywam, obawiałam się, że żadnego nie spotkamy. Jednak tego dnia szczęście się do nas uśmiechnęło i zobaczyłyśmy aż osiem! Cztery dorosłe i cztery młode. Natomiast, jeśli chodzi o dojechanie do pierwszej atrakcji, czyli do Jeziora Bâlea to było to o 12:10. Czas wolny dostaliśmy do 13:30. Następnie zatrzymywaliśmy się kilka razy przy punktach z widokiem na najbardziej ikoniczną część trasy Transfagarasan, a także przy niedźwiedziach. Do ostatniego punktu wycieczki, czyli Zapory Vidraru dotarliśmy o 15:35, gdzie mieliśmy około 10 minut na zrobienie zdjęć. Potem czekał nas powrót do Bukaresztu, gdzie dotarliśmy, tak jak było planowane, czyli ok. 19:00. Łącznie zrobiliśmy prawie 500 km!
Zapora Vidraru
Zapora Vidraru to najwyższa (166 m) zapora wodna w Rumunii, zbudowana w celu produkcji energii elektrycznej. Nie ukrywam, że na żywo robi niesamowite wrażenie. Zarówno jej wielkość, jak i wysokość. A patrząc w dół, człowiek tym bardziej uświadamia sobie jaki jest mały. Obok niej znajduje się sztuczne Jezioro Vidraru, które w ten słoneczny dzień miało przepiękny, niebieski kolor. Zdecydowanie warto się tutaj zatrzymać i się pozachwycać!
Jezioro Bâlea
Bâlea to polodowcowe jezioro, położone na wysokości 2034 m n.p.m. w rumuńskich Górach Fogaraskich (najwyższe pasmo Karpat Południowych). Temperatura w okolicach zbiornika była prawie o połowę mniejsza niż na dole, więc warto przygotować sobie bluzę. Jest to typowe dla gór, tym bardziej przy polodowcowych jeziorach. Osobiście bluzy nie ubierałam, bo przy 30 stopniach czułam się jakbym weszła do klimatyzowanego pomieszczenia. Także przyjemny chłodek. Jezioro było przepiękne, a w otoczeniu zielonych gór prezentowało się jeszcze wspanialej! Do tego zapach owczego sera i cudowny widok na Transfagarasan.
Transfagarasan
Transfagarasan, Transfăgărășan, a także Droga Transfogaraska to górska droga krajowa (DN7C) w Rumunii, przebiegająca przez Góry Fogaraskie w Karpatach Południowych. Łączy miejscowości Cârțișoara i Curtea de Argeș. Początkowo, kiedy zobaczyłam te wycieczkę i zdjęcia tej trasy myślałam, że to AI. Jednak nie odpuściłam i zweryfikowałam temat i proszę! Na żywo jest jeszcze piękniejsza niż można było sobie wyobrazić. Długość, ilość serpentyn, góry jako krajobraz, niedźwiedzie... Mogłabym codziennie jeździć tą trasą. To powinna być wizytówka Rumunii, a nie Zamek Drakuli i wymyślona otoczka wokół niego. To doświadczenie warte każdych pieniędzy. Dlatego będąc w Rumunii nie omijajcie tego miejsca. Warto, warto i jeszcze raz WARTO!
*Źródło zdjęć: zdjęcia własne*
Będzie mi bardzo miło, jeśli obejrzycie również travel vloga.

































































