Cześć Kochani! Czy zdarzyło się Wam być na koncercie artysty, którego słuchacie sporadycznie? Mi już wiele razy, przy okazji darmowych występów w pobliskich miastach. Jednak jeśli chodzi o imprezy biletowane to tylko jednorazowo, właśnie przy okazji tego artysty, czyli Kubana. Muszę przyznać, że było to całkiem ciekawe doświadczenie. Zainteresowani? To serdecznie zapraszam do czytania!
Kuban to polski raper, który swoje największe bum miał ponad dziesięć lat temu, kiedy to chodziłam do gimnazjum. Choć nie byłam wielką fanką rapu, to jednak przyjaźń z osobą lubiącą ten typ muzyki sprawiła, że nie do końca miałam wybór. Takim o to sposobem - ja męczyłam ją popowymi artystami, a ona mnie raperami. Żeby nie było to nie narzekam, a wręcz przeciwnie! Dzięki temu otworzyłam się na inną muzykę, a dziś lubię większość gatunków. Wracając do tematu. Kuban powrócił po kilku latach milczenia, wydał płytę i wyruszył w trasę koncertową.
Trasa koncertowa nosiła tytuł "Zachowaj Spokój" i obejmowała cztery większe miasta, w tym Gdańsk, do którego mam niedaleko. Dlatego korzystając z okazji stwierdziłam, że czemu nie? Co prawda chwilę się zastanawiałam nad kupnem biletów i zanim się obejrzałam w sprzedaży była III pula. Koszt takiego koncertu wynosił 99 zł plus 6,18 zł za prowizję, łącznie 105,18 zł.
Wydarzenie odbyło się dnia 01.04.2023 w klubie B90, w Gdańsku. Pierwsze co mnie poirytowało to fakt, że do szatni czekała gigantyczna kolejka i nie było opcji, abyśmy zdążyli przed rozpoczęciem koncertu... Dlatego przez cały występ staliśmy z zimowymi kurtkami w rękach. Co jak się zapewne domyślacie - nie było zbyt wygodne. Z tego co również pamiętam to koncert zaczął się z lekkim opóźnieniem, ale to normalne dla tego typu wydarzeń. Sama impreza trwała około godziny. Kuban wykonał głównie piosenki z najnowszego albumu, a na koniec zaśpiewał z dwa, może trzy kawałki z dawnych lat. Choć sam koncert był w porządku, to jednak wiele piosenek nie znałam, bo płyta wyszła dosłownie tydzień przed koncertem i nie zdążyłam zapoznać się z utworami na tyle, aby móc śpiewać wraz z nim.
Niestety, nie znalazłam nigdzie dostępnych zdjęć z tego wydarzenia, więc fotografie, które widzicie to kadry z teledysków, z płyty "Spokój".



Nie moje klimaty, ale wydarzenie ciekawe.
OdpowiedzUsuńTo bardzo ciekawa perspektywa, ponieważ wyjście na koncert artysty, którego twórczość zna się tylko częściowo, pozwala spojrzeć na całe wydarzenie z zupełnie innego dystansu. Szkoda tej sytuacji z szatnią i kurtkami, bo takie detale organizacyjne potrafią mocno wpłynąć na komfort, ale cieszę się, że mimo wszystko samo doświadczenie uznajesz za udane. Moim zdaniem to świetny dowód na to, że warto czasem opuścić swoją muzyczną strefę komfortu i sprawdzić, jak dany album brzmi na żywo, nawet jeśli premiera była zaledwie chwilę wcześniej.
OdpowiedzUsuńFaktycznie, dosyć słabe to że nie miałyście czasu zostawić ubrań w szatni. Coś organizacyjnie poszło nie tak. Samego artysty nie znam, jakoś rap nie jest tym, co lubię słuchać najbardziej. Trasa koncertowa tydzień po wydaniu płyty? To chyba nikt na sali nie śpiewał z artystą - w końcu chyba tylko najwięksi fani znali już te kawałki na pamięć;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)
Również czasem bywam na darmowych koncertach :D I też często na artystach, których nie słucham lub słucham mało. W tym roku wybieram się na urodziny Łodzi i pewnie znowu poznam jakieś zespoły :D
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
Angelika